niedziela, 21 października 2012

Kolejny początek

Miałam w głowie pomysł na notkę, ale wyparował, gdy tylko moje palce dotknęły klawiatury. A może słowa, które miały się tutaj pojawić zniknęły razem z nadtrawionym jedzeniem w zlewie? Cóż, to tylko moje domysły. Jednak naprawdę mam problem z napisaniem kilku zdań na powitanie. Z resztą nie tylko z tym, jak można wywnioskować z treści bloga. NIE POTRAFIĘ JEŚĆ NORMALNIE. Najpierw jem głodowe porcje, a następnie wpier*** za dwóch(czasem za dziesięciu). I tak od kilku lat. Pod koniec podstawówki coś mi się przestawiło w mózgu i tak już zostało. Dzisiaj znowu chcę bać się jedzenia. Wiem, że tego pożałuję, ale raczej nie ma innego wyjścia. TO znika, a później powraca. Teraz znowu wprowadza się pod moją czaszkę. Z tego powodu postanowiłam założyć bloga. Nigdy nie prowadziłam żadnego i mam nadzieję, że nie będę w tym tak beznadziejna, jak w odchudzaniu.

 Było, minęło...
Wróciło?
558, 472, 430, 707, 465, 372, 463, 350, 354, 588, XXXX, 73, 480, 296, 497, 513, XXXX, 623, 412, 500, 440, XXXX, 294, 552, 564, 334, 514, 543, 397, 566, 665, XXXX, 470 kcal.

To powyżej to bilans kaloryczny sprzed jakiegoś miesiąca. Później, aż do dzisiaj(właściwie do wczoraj) były same XXXX, czyli oznaki mojej słabej woli i zwycięstwa kalorii. Jednak w końcu to ja wygram. A nagrodą będzie chudziutkie ciało z bladą, prawie przeźroczystą skórą i wystającymi kośćmi. Umysł pozostanie ten sam, ale w niego i tak raczej nikt się nie zagłębia... niestety. A może stety?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz