Zjedzone: 734 kcal
Spalone: 500 kcal
Mam wyrzuty sumienia, ale nie takie, żeby nazywać się tłustą świnią czy baleronem. Nie mam pojęcia, czy jest to właściwe podejście. Jednak po powrocie do domu zaraz wzięłam się za ćwiczenia i zjadłam tylko kolację( jogurt naturalny: 69 kcal, 2 kromki pieczywa Sonko: 40 kcal). Wiem, że mogłam trochę dłużej poćwiczyć na orbitreku, ale trzeszczał niemiłosiernie. Miałam ochotę zejść już po 15 minutach, jednak cały czas myślałam o tych przeklętych frytkach i jakoś wytrzymałam te pięćdziesiąt parę minut. Gdy chciałam się poddać to chwytałam za swój tłusty brzuch i motywacja wracała. Więc nie jest tak źle, jak mogłoby być. Poza tym te dodatkowe frytki zostały we mnie wciśnięte prawie siłą. K., czyli jedna z przyjaciółek, które były w supermarkecie ze mną stwierdziła, że jestem chudziutka( taaa, jasne....) i mam dokończyć za nią frytki. Trzeba będzie popracować nie tylko nad własnym ciałem, ale także nad asertywnością... Btw. babcia kupiła michałki i przyniosła je prosto do mojego pokoju. Ja po prostu ubóstwiam te cukierki!!! Jednak nie zjadłam ani jednego :). Wiem, że to zabrzmi jakbym była psychiczna( pewnie i tak jestem), ale zaraz po wyjściu babci wzięłam je do ręki i każdego po kolei zaczęłam... wąchać. Wtf ? Teraz leżą sobie w szafce i mnie wołają. Za późno, chłopaki... Ja chwilowo(czemu nie na zawsze?) mam wywalone na słodycze. Tak, jestem ponad to. Nie potrzebuję, nie chcę jakiś głupich cukierków. Teraz to w głodzie jestem zakochana...
A zapomniałabym. Dostałam dzisiaj szósteczkę z angielskiego :D. Którąś z kolei zresztą. Jak dla mnie inne przedmioty mogłyby nie istnieć. No, dobra. Wos i francuski to też dla mnie łatwizna. Ale ten przeklęty wf??? To nie moja wina, że w ostatniej klasie liceum nie potrafię serwować górą...
Super, że spaliłaś te frytki. Ogólnie masz dobry bilans. A nad asertywnością warto pracować.
OdpowiedzUsuńSzkoda, że zjadłaś te frytki, ale najważniejsze, że potem ćwiczyłaś. Pamiętaj: nie pozwól nikomu zmuszać się do jedzenia. Ja już dawno nauczyłam się asertywności pod tym względem. Kim są inni ludzie, żeby kazać mi jeść? Jem tylko wtedy, kiedy chcę. Nikt nie ma prawa mi kazać.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że nie tknęłaś tych cukierków. Kiedyś lubiłam michałki i jadłam je prawie codziennie - zamierzchłe czasy...
Na szczęście ich nie tknęłam :). Masz rację. Nikt nie może mi kazać jeść, ale w tamtej konkretnej sytuacji tak się świetnie bawiłam z dziewczynami, że bałam się popsuć atmosferę.
UsuńAha, możesz po prawej napisać ile masz wzrostu i ile ważysz? Bez tego nie można sobie Ciebie wyobrazić i trudno dawać tu jakieś rady.
OdpowiedzUsuńJuż dodane :)
UsuńDziękuję za rady. Kawą ze słodzikiem to ja się praktycznie co dziennie delektuję :D.
OdpowiedzUsuń