Przede wszystkim dziękuję
Wam za ogromne wsparcie :*.
Jesteście naprawdę kochane i
nie wiem co bym bez Was zrobiła.
Odnośnie wczorajszego posta to wisielczy humor minął mi tak jakoś o 13. Do tego czasu okropnie trzęsły mi się ręce i niestety z nerwów zwymiotowałam. Niewiele, bo jakąś godzinę po śniadaniu, ale jednak nie potrafiłam się powstrzymać. A już sobie obiecałam, że jednak tego nigdy więcej nie zrobię. Bezsensu. Wcześniej pisałam z moją K.( tą od frytek) i chyba to przelało czarę goryczy. Otóż wczoraj była na osiemnastce i schlała się niemiłosiernie. Do domu odwiozła ją mama. W czasie jazdy zwymiotowała kilka razy na siedzenie. I co? I nic... Jej mama chciała ją do szpitala odwieść, a rano nawet słowem o niedyspozycji mojej przyjaciółki nie wspomniała. Mnie się obrywa za próbę stanięcia w obronie siostry, a K. nawet nie usłyszała, że źle zrobiła. I gdzie tu sprawiedliwość??
Później poszłam na półtora godzinny spacer z moją S.(tą z wczorajszego posta). Opowiedziałam jej o mojej sytuacji. Poradziła mi, żebym następnym razem olała takie sytuacje i się nimi nie przejmowała. I chyba się zastosuję do Jej pomysłów. U niej to zadziałało, więc może u mnie też pomoże? Poczekamy, zobaczymy. Próbowałam tłumaczyć moje odczucia rodzinie na spokojnie. Nawet kilkanaście razy. Jednak niewiele to pomogło. Tłumaczę, tłumaczę oni słuchają, ale później jakby o tym zapominali i cała akcja zaczyna się od początku. Eh, jak grochem o ścianę... Dzisiaj od babci nawet zwykłego przepraszam nie usłyszałam. No nic. Najważniejsze, że teraz emocje opadły i moje zwyczajne samopoczucie wróciło. No może nie do końca. Martwię się tym facetem, o którym wczoraj wspomniałam. Jego kumpel zadzwonił do S. i powiedział, że na dniach ma się spodziewać telefonu od M.( to ten facet ) z bardzo złą informacją. W ogóle go nie znam, tylko z opowieści S., a się zamartwiam. Mam nadzieję, że jest to całkiem normalne...
Zjadłam 404 kcal.
Jeszcze raz ogromnie Wam dziękuję za wsparcie :*
Trzymajcie się chudziutko :).





Dobrze, że już jest lepiej po tej wczorajszej akcji. Szkoda tylko, że przez to zwymiotowałaś. Ale i tak ładnie sobie radzisz.
OdpowiedzUsuńCieszę się że już jest lepiej. Nie wymiotuj kochana, wiem z własnego doświadczenia że to do niczego dobrego na dłuższą metę nie prowadzi.
OdpowiedzUsuńBilans świetny;)
Całuje mocno skarbie:***