piątek, 23 listopada 2012

Good, better, the worst..

The day before yesterday: 450kcal
Yesterday: 500kcal
Today: The worthless bitch...

Cóż mogę powiedzieć a właściwie napisać?? Nie potrafię znaleźć słów, które oddadzą to co czuję. Od euforii do depresji. Od głodówek do obżarstwa. Od uwielbienia do nienawiści. Od uśmiechu do łez. Od muskania skóry do wbijania w nią paznokci. Jak to możliwe, że wszystko, co odczuwam jest w stanie zmieścić się we mnie. Czyżby znajdowało się w tym okropnym tłuszczu, którego nigdy się nie pozbędę? Jak to możliwe, że podczas rozmowy, w której podobno wykazuję się nadzwyczajną dawką sarkazmu, w głębi serca mam ochotę wybuchnąć głośnym płaczem i krzyczeć ile sił w płucach, aby wszyscy(no z pewnymi wyjątkami) się zamknęli i poszli do diabła. Mam dosyć tych fałszywych uśmieszków, zachowania typu: "look at me, look at me. oh she/he just looked at me! i must be so fucking gorgeus", włażenia do du** a potem kopania nią.. Czasami przez moją głowę przewija się bilion myśli na sekundę. Częściej jednak nie potrafię zmusić mojego mózgu do pracy i wkładam ogromny wysiłek w głupie kiwnięci palcem. Czuję się skrzywdzona tylko na myśl, że ktoś mógł się poczuć dotknięty czyimś lekkomyślnym zachowaniem. Wystarczy, że ktoś przejdzie obok jakiejś osoby podczas, gdy ona zaczyna lekko chichotać. Wydaje mi się wtedy, że człowiek przechodzący myśli, że to on został wyśmiany. I co? Ja później nieustannie wyobrażam sobie jak beznadziejnie on/ona musi się czuć i jakie katusze przeżywa. Odczuwam fizyczny ból, gdy ktoś mówi głośno. Nawet nie musi krzyczeć tylko wystarczy ten dający się wyczuć entuzjazm, a co za tym idzie podniesiony o kilka tonów głos a wtedy ja chcę uciec i biec, gdzie mnie obleśne nogi poniosą. Albo po prostu walić głową w ścianę ile wlezie. Chociaż raczej nie chodzi tu o hałas, bo muzyki na słuchawkach włączonej na fulla słucham praktycznie non-stop. Ostatnio nieustająca faza na Depeche Mode : D. Btw. może to jest dziwne, ale usłyszawszy po raz pierwszy pewien ich utwór dłonie zaczęły mi latać jak ćpunowi i prawie zleciałam z krzesła na podłogę. Przed upadkiem uratowała mnie ta podpórka po bokach. Kuźwa, ja jestem chyba zdrowo popieprzona. Już widzę jak po przeczytaniu tego wy padacie na podłogę, ale ze śmiechu. Zaraz 1/3 mojego posta wykasuję ze wstydu... No dobra nie zrobię tego, bo chociaż na tym blogu chcę się czuć sobą bez względu na konsekwencje czy zaawansowanie moich odchyłów. No i krytykę innych ludzi. Ogólnie mam wywalone na to, co sobie pomyślą o mnie inni, ale równocześnie chcę, żeby myśleli o mnie jak najlepiej. Często się zastanawiam, czy to co robię zadowala i odpowiada innym przy jednoczesnym: fuck the society. No i znowu wracam do stanu, w którym sądzę, że nie mogę być po prostu szczęśliwa. Mam wrażenie, że na to nie zasługuję. Zdaję sobie sprawę, że potrafię być okropna i w nerwach powiedzieć wstrętne rzeczy. Nie czuję się wtedy sobą, ale jak mogę nie być sobą, jeżeli to z moich ust potrafią wyjść takie raniące słowa. Właśnie przez takie momenty czuję, że należy mi się tylko na to, co złe. Całkiem to logiczne, bo dobro powinno spotykać tylko dobrych, wyjątkowych ludzi. A ja potrafię myśleć o sobie tylko jako o kimś gorszym, mszczącym się, próżnym, bezuczuciowym. I boję się myśleć inaczej...





Dziękuję Wam kochane za ogromne wsparcie :*
Nawet nie wiecie jakie to dla mnie wspaniałe uczucie, 
gdy wiem, że ktoś czyta te moje wypociny.
No i zdumiewa i zadziwia mnie to, 
że osoby, które wiedzą o mnie tylko tyle 
ile przeczytają na blogu
są dla mnie bardziej wyrozumiałe i empatyczne, 
od ludzi, których znam w realu.
Jeszcze raz wielkie dzięki.
Mam ochotę Was poprzytulać.

Jednak jedyne co mogę zrobić
to zadedykować Wam ten cytat:

"Angels with silver wings
Shouldn’t know suffering" 

4 komentarze:

  1. Przeczytałam całą notkę, ale szczerze powiedziawszy to nie wiem co napisać w komentarzu...Możesz mnie za to zabić, ale nic treściwego nie napiszę, wybacz. W każdym razie pamiętaj, że jestem z Tobą, czytam notki i zawsze możesz na mnie liczyć;)
    Całuję:**

    OdpowiedzUsuń
  2. Te cholerne wahania nastrojów .. Nienawidzę .
    Powodzenia ..

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tylko czasami czuję, jakby moje uczucia były na dwóch przeciwstawnych biegunach i jakbym czuła 1000 rzeczy naraz. Zwykle wiem, co czuję. Chyba niewiele pozytywnego.

    Też myślę, że nie zasługuję na szczęście. Widzę, jak innych ludzi spotykają pozytywne rzeczy, a mnie jakoś nie mogą...

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedyś też tak miałam, że wydawało mi się, że każdy o mnie mówi. Że obcy ludzie podśmiewają się ze mnie. To strasznie odbiera pewność siebie.

    OdpowiedzUsuń